Short Cut to Hollywood

Germany, Austria, USA, 2008, 94 min
Reżyseria: Marcus Mittermeier, Jan Henrik Stahlberg
Sekcja: Panorama Special
Jeden z najlepszych filmów na tegorocznym Berlinale,
pokazywany w ramach sekcji Panorama
Special – „Short Cut to Hollywood” – to satyra na świat mediów, zezwierzęcenie
nas samych i globalny pęd do sukcesu, który popycha ludzi do rzeczy wręcz
niewyobrażalnych. Tragikomedia w reżyserii Marcusa Mittermeiera i Jana Henrika
Stahlberga wstrząsa widzami, bo obnaża ich najgorsze instynkty i hipokryzję.
Nasi dobiegający czterdziestki artyści z początku nie mają pomysłu, jak zaistnieć w świadomości znudzonych do granic możliwości odbiorców kultury masowej. Tradycyjne śnieżki kariery jak wizyta u producenta w Los Angeles - jak można się było spodziewać – nie przynoszą efektu. Porażka z wypromowaniem “The Berlin Brothers” tylko umacnia bohaterów w przekonaniu, że żeby odnieść sukces w USA, trzeba znaleźć się na ekranach telewizji. A jak to zrobić? Sfilmowana operacja amputacji ręki nie wystarczyła? Można więc przebrać się za muzułmanów, do paska przytroczyć rolki papieru toaletowego wyglądające jak granaty i z arabskimi okrzykami na ustach wpaść do restauracji w Miami...

Od tego momentu wszystko toczy się jak w bajce o Kapciuszku
– zespół jest na ustach wszystkich, zmienia nazwę na „Bagdad Street Boys”,
media zwęszywszy „temat” same zabiegają o kontakt, a lider John Salinger
postanawia zrobić coś, czego nikt do tej pory nie odważył się zrobić…Telewizja
jest w swoim żywiole – specjalna reporterka towarzyszy zespołowi podczas
tournee po Stanach, Salinger jest wymieniany jednym tchem z Preslayem, Lennonem,
Cobainem, jego podobizna zdobi okładki najznamienitszych tygodników świata, a
reklamodawcy prześcigają się w ofertach. Jednak każda bajka ma swój koniec –
cena, jaką przyjdzie zapłacić za ten sukces, jest niezwykle wysoka. 
Film trzeba pochwalić za świetny scenariusz, efektowny montaż i dobrą grę aktorów – szczególnie John Salinger w wykonaniu Jana Henrika Stahlberga to artystyczny majstersztyk. Pozwala identyfikować się z postacią, nawet jeżeli wstyd się nam do tego przyznać. „Short cut to Hollywood” to gorzka lekcja dla widza, ponieważ uświadamia nam, jaką władzę mamy nad kreowaniem rzeczywistości, trzymając pilota w ręku. To my tworzymy słupki oglądalności, które dla telewizji są przecież wyznacznikiem naszych gustów. Ale o gustach się przecież nie dyskutuje…
Więcej o Festiwalu Filmowym w Berlinie, recenzje i informacje prosto z czerwonego
Dokument, wyreżyserowany przez pięciu reżyserów z Indonezji,
ukazuje trudne życie kobiet żyjących w społeczeństwie, gdzie ich role są ściśle
określone przez reguły religijne, w tym przypadku – islamskie. Obserwujemy więc
ich walkę o godne życie, wolność przekonań i wyborów, z góry wiedząc, jaki
będzie jej efekt. 
na to, by miało się to
zmienić. 
Traumatyczny związek panny z dobrego domu i jej służącej pokazany jest z brutalną szczegółowością. Trudno oprzeć się wrażeniu naginania rzeczywistości dla potrzeb scenariusza, tak jakby Puenzo chciała pokazać za dużo. Trudno też odnaleźć w tym filmie pozytywne elementy – miłość niesie cierpienie, traumy z dzieciństwa nie pozwalają żyć, a seks jest jedynie namiastką prawdziwego uczucia. „El nino pez” garściami czerpie z latynoamerykańskiej symboliki, jednocześnie nie unikając odwołań do współczesnych osiągnięć kinematografii tego kontynentu. Jednak efekt tych prób pozostawia niedosyt – film jest niepokojącą układanką ogranych motywów. Rozpaczliwe próby odnalezienia własnego szczęścia na przekór wszystkim i wszystkiemu, w finale nie układają się w wiarygodną całość.„El Nino pez” nie jest może arcydziełem, jednak trzeba docenić wysiłki pierwszoplanowych aktorek.

